czwartek, 25 grudnia 2014

Rozdział Trzeci

Rosalie spuściła głowę i poczuła łzy, które napływały do jej oczu. Jej największy sekret wyszedł na jaw.
- Rose, ty... Co?- wyszeptała zaskoczona Charlotte.
- Dlaczego to robiłaś?- dokończyła Kyla.
Kyli zachciało się jej płakać. Czuła się winna za to co powiedziała. Gdyby teraz mogła cofnąć czas i tego nie mówić. Wtedy żadna z nich by nie ucierpiała.
- Przepraszam, nie powinnam była tego mówić- Peyton pokręciła głową.
- Nic się nie stało, Kyla. Miałaś prawo wiedzieć- Rosalie uniosła głowę i poprawiła swoje włosy za ucha, ukazując zapłakaną twarz- Powinnyśmy być ze sobą szczere.
- Rose, jeśli nie jesteś gotowa nam o tym powiedzieć, nie musisz tego robić. Zrozumiemy cię, w końcu znamy się raptem miesiąc- powiedziała spokojnie Courtney.
- Nie, powiem wam- najmłodsza otarła łzy z twarzy i wzięła głęboki oddech- To wszystko zaczęło się jakieś dwa, trzy lat temu. Mój ojciec stracił pracę i próbował to wszystko odreagować pijąc. Wtedy każdy się o tym dowiedział i prawie wszyscy się odemnie odwrócili. Byłam przez wszystkich odpychana, bo mój ojciec stał się alkoholikiem. Każdy mnie obrażał, co bardzo mnie bolało. Nigdy nie byłam i nie jestem odporna na takie komentarze ze strony innych, więc zaczęłam się ciąć. Wolałam wtedy czuć ból fizyczny niż psychiczny. On bardzo mi pomagał. Parę tygodni później policja znalazła go w jakiś krzakach martwego. Udusił się swoimi własnymi wymiocinami- przerwała na chwilę i wzięła głęboki oddech - Mama musiała pracować na dwa etaty, żeby nas jakoś utrzymać, przez co nie mogła mnie dopilnować. Później znalazła sobie nowego faceta i zamieszkaliśmy pod jego dachem wraz z jego dwójką dzieci, Seanem i Zoey, a ja ich znienawidziłam- łzy spływały po jej policzkach. Wytarła je dłonią- Mama, gdy tylko zauważyła moje ślady, wysłała mnie do specjalnego ośrodka i po paru miesiącach wszystko wróciło do normy. Teraz jest już w porządku. Zaakceptowałam moją rodzinę, oni są naprawdę bardzo mili. No i poznałam was, dziewczyny- uśmiechnęła się lekko- teraz żałuję tego co zrobiłam. Wtedy kompletnie nie myślałam o żadnych konsekwencjach.
- Och, Rosie- Fanny wstała z leżaka, podeszla do młodszej dziewczyny i przytuliła ją.
- Fanny- brunetka objęła ją i zwróciła się do wszystkich przyjaciółek- Teraz tylko chcę, abyście nie obchodziły się ze mną jakbym była chora. Chcę tylko abyście były do mnie w stosunku wyrozumiałe i zachowywały się jak wcześniej.
- Dobrze, Rosie, zrobimy wszystko co w naszej mocy- powiedziała Courtney.
Dziewczyny wstały ze swoich leżaków, poszły w ślady rudowłosej dziewczyny i przytuliły pannę Brooks.

- Ej, dziewczyny, to ostatni dzień kiedy jesteśmy tu razem, a my nadal nie mamy nazwy dla swojego zespołu- powiedziała nagle Fanny.
- Właśnie, jesteśmy tu już trzy tygodnie- odparła Kyla.
- Jak ten czas tak szybko zleciał- westchnęła Courtney.

- Wydaje mi się, że jeszcze wczoraj do was przyjechałam- odparła najmłodsza.
- A za tydzień będziemy lecieć do naszego mentora. Ciekawe, kto nim będzie? Jestem taka podekscytowana- powiedziała Charlie.
- A ja się strasznie stresuję- powiedziała Rosalie.
- Czym, Rosie?- zapytała Kyla.
- Tym, że nie przejdziemy dalej i tak oto skończy się nasz udział w programie- westchnęła
- Nie macie czym. Mówię wam. Przejście dalej mamy w kieszeni.- powiedziała Courtney.- I mówi wam to wasza osobista wersja Liama.
- Och- powiedziała podekscytowana Irlandka o uniosła dłonie- Ja natomiast będę Niallem- klasnęła w dłonie.
- Mogę zostać damską wersją Louis'ego?- powiedziala uradowana Panna Taylor- moje koszulki w paski i kolorowe spodnie będą świetnie do niego nawiązywać.
- Czyli według twojej logiki, Charlie, mogę być damską wersją Harry'ego, bo mam taki sam kolor włosów jak on?- Kyla zapytała blondynki.
- Możesz, ale nie musisz- stwierdziła dziewczyna.
- A ja będę damską wersją Zayn'a, bo nikt inny mi nie został- Rose założyła nogę na nogę- i nie mam nic przeciwko temu.
- I razem będziemy- powiedziała Kyla i usiadła- Damską wersją One Direction, będziemy...- przerwała i spojrzała na dziewczyny- no pomóżcie wymyślić mi jakąś nazwę- poprosiła, na co się zaśmiały.
Dziewczyny zaczęły wymyślać różne nazwy, jak na przykład Girls Direction, Fanny and the Mangos, Kyla and the Drums, Shining Stars, albo Chocolate, ale żadna nazwa nie przypadła dziewczynom do gustów. Nastolatki były załamane. Zostało im jeszcze kilkanaście godzin do ich wyjazdu, a one nadal nie nazwały swojego zespołu. Nagle Rose wpadła na pomysł.
- Już wiem- powiedziala podekscytowana- może nazwiemy się...


Hej, hej, hej. A więc mamy już trzeci rozdział. Co o nim sądzicie? Mam nadzieję, że miło czytało wam się ten rozdział, albo i nie. Napiszcie w komentarzach co o nim sądzicie. Do zobaczenia wkrótce.

Wesołych swiąt

Hej kochani!
Życzę wam wesołych świąt Bożego Narodzenia spędzonych w miłej, rodzinnej atmosferze pełnej miłości, dużo zdrowia, szczęścia, wymarzonych prezentów i spotkania swoich idoli. Niech rok 2015 będzie dla was lepszy od pozostałych.

sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział Drugi

Był drugi tydzień sierpnia, a Rosalie dopiero co przyjechała do domku letniskowego ojczyma Kyli w Royston w Chrabstwie South Yorkshire. Gdyby nie rodzina ze Stanów, pewnie byłaby u niej wcześniej. Kiedy wyjeżdżała, przypomniałą sobie słowa mężczyzny z The X-Factor, który powiedział dziewczynom, że nikt oprócz rodziny nie może dowiedzieć się o tym, że dostały się do dalszego etapu programu jako zespół. Gdy tylko ktoś się pytał gdzie jedzie, ta odpowiadała, że do swoich dziadków mieszkających w Ferryhill. Dziewczyna chwyciła za klamkę, słysząc wybuchy śmiechu jej nowych przyjaciółek. Pchnęła cicho furtkę i na palcach weszła do ogrodu chcąc im zrobić niespodziankę. Piątka dziewczyn leżała na kocach, które leżały na trawie i śmiały się ze wszystkiego. Rose puściła uchwyt od walizki i powiedziała.
- Hej, dziewczyny.
- Rosie.- powiedziały równocześnie i odwróciły się w jej stronę.
Wstały z koców i podbiegły do dziewczyny, a następnie zamknęły ją w żelaznym uścisku.
- Dziewczyny, dusicie mnie.- odparła, na co dziewczyny szybko się od niej odsunęły.
- Przepraszamy, Rosie, ale po prostu jesteśmy tak szczęśliwe, że przyjechałaś- powiedziała
uśmiechnięta Charlie.
- Tak się za tobą stęskniłyśmy.- dodała Courtney.
- Chodź, oprowadzimy cię. Zostawisz walizkę.- powiedziała Kyla i razem poszły do małego
drewnianego domku.
Znajdowało się tam duże pomieszczenie z dwiema kanapami, dużym stolikiem do kawy i kominek. Na przeciwko niego było duże okno, które wpuszczało dużo światła do środka. Po prawej stronie stała szafka, a na niej znajdował się telewizor. Obok niej stały walizki reszty dziewczyn, a na podłodze leżały cztery śpiwory.  Po lewej stronie kominka były drzwi prowadzące do skromnie udekorowanej łazienki. Zaraz obok, oddzielona ścianą była kuchnia. Jedna ze ścian była wyłożona kafelkami. Przy prawej ścianie stała umywalka, mini lodówka, piekarnik, a nad nimi wisiały szafki. Po przeciwnej stronie stał stół z sześcioma krzesłami.
- Bardzo tu ładnie.- powiedziała, uśmiechając się.
- Dziękuję, na pewno powiem to Davidowi.- odparła Kyla.- To co? Pójdziemy nad jezioro? Znajduje się zaledwie kilkaset metrów od nas i jest tam bardzo spokojnie.
- Hmm, czemu nie.- zgodziła się.
Odstawiła walizki, wzięła swój strój kąpielowy i poszła do łazienki przebrać się. Po kilku chwilach wyszła z toalety. Dziewczyny wzięły ręczniki, dmuchaną piłkę oraz koła. Zrobiły kanapki i cos do picia, a następnie ruszyły na plażę.

Dziewczyny siedziały nad jeziorem przez pare dobrych godzin i świetnie się razem bawiły. Grały w plażową siatkówkę, pływały, opalały się i plotkowały. Słońce pomału zachodziło, a niebo zmieniało kolor. Zrobiło się im chłodniej, więc wspólnie postanowiły, że wrócą na działkę i zrobią sobie ognisko. Przebrały się ze strojów w cieplejsze ubrania, a następnie przyszykowały jedzenia i drewno na opał.
W końcu usiadły przy ognisku i z podgrywaniem Charlotte, zaczęły śpiewać różne piosenki i piec kiełbaski oraz pianki.
- Wiecie co dziewczyny?- zapytała Fanny.- Chciałabym, aby wakacje trwały wiecznie. Przez cały dzień nic byśmy nie robiły, a wieczorem siedziałybyśmy przy ognisku tak jak teraz.
- Tak, byłoby fajnie. Nie miałybyśmy żadnych zmartwień, ani problemu.- odparła rozmarzona Rose.
- Niestety, nic nie trwa wiecznie.- zaśpiewała Lottie, na co wszystkie jej zawtórowały, a następnie wybuchły śmiechem.
- Hej, zagrajmy w grę.- powiedziała po chwili podekscytowana Court.
- Mówisz jak Jigsaw z "Piły".- zauważyła Fanny.- Boję się ciebie.
- Dziękuję, ale nie chodziło mi o to.- zachichotała.- Myślałam o tym, abyśmy nawzajem zadawały sobie pytanie, a jeśli któraś z nas już to robiła, lubi, albo ma tak samo niech się zgłosi.
- Nie rozumiem.- Kyla pokręciła głową.
- A ja mniej więcej wiem o co chodzi. Na przykład, jeśli ja powiem, że umiem grać na gitarze, to wtedy osoby, które też to umieją, zgłaszają się, tak?- odparła blondynka.
- Tak, dziesięć punktów dla ciebie, Charlie.- Blair klasnęła w ręce.- To zaczynamy, od ciebie. Kto jeszcze umie grać na gitarze?- spytała, na co cała piątka także podniosła rękę.- Teraz ty, Fanny.- wskazała na rudowłosą dziewczynę siedzącą po jej lewej stronie.
- W porządku, a więc, jak już wiecie, uwielbiam jeść, a najbardziej słodycze.- uśmiechnęła się i jako jedyna uniosła rękę.- Na serio, dziewczyny?- ździwiła się.
- Nie jem aż tak dużo jak ty, bo potem będę musiała długo spalać te kalorie, ale tak poza tym lubię sobie dobrze pojeść.- powiedziała Courtney.
- No to co? Teraz ja.- powiedziała podekscytowana Payton.- Nie mam chłopaka.
Po słowach brunetki wszystkie podniosły rękę, zanosząc się głośnym śmiechem.
- No to mamy klub singielek.- Charlie klasnęła w dłonie.
- Teraz ja.- powiedziała najmłodsza i odchrząknęła.- Mam tatuaż.
- Na serio?- zapytałą zaskoczona Fanny.
- Yhym.- kiwnęła głową z uśmiechem.- Mam małe serduszko na lewym biodrze.- wstała i odchyliła kawałek swoich spodenek ukazując mały tatuaż, a następnie usiadła na swój leżak.- zrobiłąm je sobie dwa parę tygodni temu.
- Musiało boleć.- powiedziała rudowłosa.
- Troszeczkę, ale teraz jestem zadowolona z efektu.
- A co ze zgodą rodziców? W końcu nie jesteś jeszcze pełnoletnia- zapytała blondynka.
- Napisał mi je mój starszy brat. Court, teraz twoja kolej.- wskazała na dziewczynę siedzącą obok niej.
- Nigdy nie upiłam się, to znaczy tak, że nic nie pamiętałam, ale próbowałam kiedyś alkoholu.- powiedziała i zgłosiły się wszystkie dziewczyny oprócz blondynki.- Charlotte Emily Taylor, kompletnie się tego po tobie nie spodziewałam.- powiedziała głosem matki.
- Upiłam się dwa lata temu na osiemnastce swojego kuzyna, a rano obudziłam się w wannie w jego domu i kompletnie nie pamiętałam jak do tego doszło.- zaśmiała się.- najśmieszniejsze było to, gdy do domu wrócili jego rodzice i zastali w kuchni ogoloną owcę. Gdybyście tylko zobaczyły ich miny.- zaczęła ich naśladować, na co zaśmiały się. Lottie z trudem się uspokoiła i powiedziała.- Okay, teraz moja kolej. Miałam być chłopakiem.
- Ja też.- Payton podniosła dłoń.- Miałam nazywać się Kyle, ale urodziłam się jako dziewczynka. Mojej mamie bardzo podobało się to imię, więc zmieniła ostatnią literę i to dlatego nazywam się Kyla.
- A ja miałam być Charliem. Witaj w klubie.- przybiła z brunetką piątkę.
- Ja miałam być Fanny.- przerwała im irlandka.- Ej, dziewczyny, może teraz pogadamy o bardziej osobistych sprawach?- zapytała, na co wszystkie jej się sprzeciwiły.- Uznaję to za tak. W takim razie powiem wam, że jeszcze nigdy z nikim nie poszłam do łóżka.- odparła i znowu zgłosiły się wszystkie oprócz blondynki.- Wow, dziewczyno, jesteś nieprzewidywalna. Zrobiłaś to na osiemnastce swojego kuzyna?
- Nie, po balu maturalnym razem ze swoim przyjacielem, a potem straciliśmy ze sobą kontakt. On jest teraz na wymianie międzynarodowej w USA i studiuje prawo na Yale, a ja wolałam sobie odpuścić na razie studia i potem pójść na jakiś kierunek zajmujący się muzyką.
- Jesteś niesamowita.- powiedziała Kyla.- A ja nigdy nie samookaleczałam się.
Wszystkie podniosły rękę do góry, oprócz jednej dziewczyny i tym razem nie była to panna Taylor.


Hej, hej, hej. Witajcie po tym długim miesiącu mojej nieobecności na tym blogu. Tak się cieszę, że w końcu znalazłam chwilę na to, aby tu coś napisać. Niestety, nadchodzące święta wiążą się z różnymi poprawkami oraz sprawdzianami, które czekają na mnie w szkole, ale odłóżmy to na bok. Co myślicie o rozdziale? Podoba się wam? Co sądzicie o dziewczynach? Macie już swoją ulubienicę? Według mnie każda jest wspaniała na swój sposób. Zastanawiam się czy wiecie, która z nich nie podniosła ręki.

Dzisiaj nasza Taylor ma urodziny #HappyBirthdayTaylorSwift. Złożyliście już jej życzenia?
Tymi o to gifami kończę dzisiejszy wpis. Do następnego rozdziału, który możliwe, że pojawi się jutro. Pa pa, kochani.

wtorek, 18 listopada 2014

Rozdział Pierwszy

Rose była zdruzgotana, gdy dowiedziała się, że nie przeszła do następnego etapu, domu jury. Gdy Nicole przeczytała ostatnie nazwisko z listy, nastolatka spuściła głowę i poczuła jak słone łzy spływają po jej policzkach. Wraz z resztą dziewczyn, które nie dostały się dalej zeszła ze sceny.
-         Wszyscy byliśmy pewni, ze dostaniesz się do odcinków na żywo. Powiedz, Rosalie, jak się z tym wszystkim czujesz.- zapytał ją Dermot.
-         To było okropne. Widocznie nie było mi to pisane.- zakryła swoja twarz dłońmi i odeszła.- Przepraszam
Jedyne co musiała teraz zrobić to iść po swoje rzeczy do jej rodziny mieszkającej w Londynie i pojechać na lotnisko z którego o dwudziestej drugiej miała pociągiem pojechać do swojego rodzinnego miasta. Załamana usiadła na starym, dużym, zepsutym głośniku, który znajdował się przed audytorium. Wyjęła z kieszeni spodni swój telefon i napisała numer do swojej mamy. Zawsze ja wspierała, wiec miała nadzieje, że w tej trudnej chwili dla Rose, Monique ją pocieszy. Przyłożyła słuchawkę do ucha, a po paru sekundach usłyszała melodyjny glos swojej rodzicielki.
-         I jak kochanie? Udało ci się przejść dalej?- spytała kobieta. Pani Brooks była czterdziestoletnią kobietą o niebieskich oczach i kruczoczarnych włosach. Jej skóra zawsze wyglądała na muśnięta słońcem, a na jej twarzy zawsze gościł uśmiech.
-         Niestety, nie wyczytali mojego nazwiska.- powiedziała próbując powstrzymać łzy.
-         Och, skarbie, wszystko będzie dobrze.- kobieta próbowała ja pocieszyć.
-         Ty tego nie rozumiesz mamo. Straciłam swoja życiowa szansę
-         Zawsze możesz spróbować za rok.- mówiła do niej spokojnie.
-         Za rok chce ukończyć Liceum. Proszę skończmy już ten temat, okay?
-         Dobrze.- odparła kobieta.- jutro przyjedziemy po ciebie na lotnisko. Dzisiaj dzwoniła babcia, powiedziała, abyśmy w niedziele przyjechali do niej na obiad.
-         Dobrze, mamo.- powiedziała nastolatka. Nagle w oddali usłyszała głos jednego z członków ekipy produkcyjne wołającego wszystkie dziewczyny.- musze kończyć, zadzwonię przed wylotem. Pa, kocham cię.- rozłączyła się i podbiegła do mężczyzny
Wyglądał na dwadzieścia parę lat. Miał ubrana czarną koszulkę z logo programu, czarne spodnie oraz trampki tego samego koloru. W ręce trzymał podkładkę pod dokumenty z logo show, a na nosie miał okulary kujonki. Stanęła pośród grupki dziewczyn. Z nerwów zaczęła obgryzać paznokcie.
       - Członkowie Jury poprosili mnie abym przyprowadził im następujące osoby.- przewrócił parę kartek i zaczął czytać nazwiska.- Fenny Morgan...
Obok niego stanęła niewysoka dziewczyna z niebieskimi oczami i z rudawymi włosami. Ubrana była w czarną bluzę z nadrukiem, krótkie spodenki i czarne trampki "Converse". Rose przypomniała sobie, ze widziała ja kilka dni temu na castingu. Przed jury zaśpiewała ‘Demons’ zespołu Imagine Dragons, co wyszło jej naprawdę nieźle
-         ...Courtney Blair...
Obok Fenny stanęła wyższa od niej o parę centymetrów dziewczyna z brązowymi włosami i z karnacją koloru kawy z mlekiem oraz z piwnymi oczami. Na nogach miała ciemne buty za kostkę i białe skarpetki do kolan. Miała na sobie także czarną spódniczkę i koszulkę z krótkim rękawkiem, która lekko odsłaniała jej płaski brzuch. Jej szyję zdobił naszyjnik z wąsami, a we włosach miała czarną kokardkę.. Courtney była w tym programie dwa lata temu, ale trafiła tylko do domu jury, ponieważ powiedzieli jej ze jest za młoda i powinna spróbować kiedy indziej. Ostatnio śpiewała ‘Umbrella’ Rihanny.
-         ...Charlotte Taylor...
Była to blondynka, która miała grzywkę zasłaniającą jej czoło oraz niebieskie oczy. Miała na sobie turkusową koszulkę, krótkie spodenki, czerwone Vansy i okulary przeciwsłoneczne. W dłoni trzymała futerał, w którym trzymała swoją gitarę, a na nosie miała okulary ray bany.  Rose wiedziała, że to ta Charlotte, które na ostatnim castingu zaśpiewała i zagrała na swojej gitarze ‘Viva La Vida’ Coldplay.
-         ...Kyla Payton...
Dziewczyna z kasztanowymi lokami i z piwnymi oczami podeszła do reszty. W czarnej bluzie, krótkich białych spodenkach i z czarnymi Vansami prezentowała się równi dobrze jak trójka pozostałych dziewczyn. Ze wszystkich dziewczyn wyróżniała ja lekka chrypką, która dobrze było słychać choćby w kawałku „Torn’ Natalie Imburglia.
-         ...i Rosalie Brooks.- powiedział mężczyzna, Rose stanęła obok dziewczyn. Tak jak myślała, była najniższa z nich wszystkich.
Dziewczyny poszły za mężczyzną, który zatrzymał się przed schodami do audytorium. Nastolatki weszły do pomieszczenia i stanęły przed czwórką jurorów.
-         Hej dziewczyny.- przywitała się z nimi Nicole.
-         Cześć.- odpowiedziały zgodnym chórem.
-         Wiem jak musi być wam ciężko znowu tutaj stanąć. Chcielibyśmy podziękować wam za to, że zostaliście.- uśmiechnęła się do nich przyjaźnie.
-         Długo się zastanawialiśmy, ocenialiśmy każda z was z osobna i zdaliśmy sobie sprawę, ze nie możemy wypuścić z rąk tak utalentowanych dziewczyn i postanowiliśmy zrobić z was zespół.- dziewczyny spoglądały
zszokowane na piosenkarkę.
-         Tak, to dla was ostatnia deska ratunku.- mówiła Cheryl.
-         Będziecie musieli pracować razem po dziesięć, dwanaście, czternaście godzin dziennie, aby nie zaprzepaścić tej szansy.- dokończył Louis.
Dziewczyny uścisnęły się mocno, wiedząc, że to jeszcze nie koniec tej przygody. Zadowolone zeszły ze sceny, a ten sam mężczyzna, który je zaprowadził, wytłumaczył im, aby nikomu tego nie mówiły, oprócz najbliższej rodzinie. Musiały zachować milczenie, ponieważ odcinki miały transmitowane dopiero na początku października. Gdy podeszła do nich mama Charlotte, zaproponowała im, aby zrobić im pamiątkowe zdjęcie. Dziewczyny usiadły na schodach, na których także siedzieli chłopcy z One Direction. Na górnych schodkach usiadły Fanny, Courtney i  Charlotte a zaraz pod nimi Kyla wraz z Rosalie. Dla nich był to najpiękniejszy dzień w całym ich życiu.
Później dziewczyny postanowiły, aby razem pójść do jednej z najlepszych, ich zdaniem, knajpki Nando’s. Każda z nich zamówiła coś innego. Dziewczyny były bardzo zdziwione apetytem Fanny. Irlandka powiedziała im, że zawsze tyle je i nie tyje. Niejedna dziewczyna dałaby wszystko, aby tak mieć. Nastolatki świetnie się dogadywały, chociaż znały się tylko niecałą godzinę, w końcu Kyla wpadła na świetny pomysł.
-         Hej, dziewczyny.- zaczęła.- co wy na to, aby spędzić razem cały sierpień i lepiej się poznać. Parę
kilometrów od mojego domu mój ojczym ma działkę nad jeziorem. Co wy na to?
-         Moim zdaniem to świetny pomysł.- powiedziała Charlie.
-         Tak, nie ma co.- odparła Courtney, gdy połknęła kawałek piersi z kurczaka i popiła ja pepsi.
-         W końcu to jedyna taka okazja, co nie?- mówiła Fanny.
-         A ty Rose, co ty na to?- Kyla wyrwała brunetkę z przemyśleń.
-         Moim zdaniem to świetny pomyśl, ale najprędzej mogłabym do ciebie przyjechać w drugim tygodniu sierpnia. W pierwszym tygodniu przyjeżdża do mnie rodzina ze stanów, wiec chyba wypadałoby spędzić z nimi ten czas.- mówiła nie odrywając wzroku od swojego talerza.
-         Och, szkoda.- westchnęła dziewczyna.- ale cieszmy się, ze jednak przyjedziesz.
Brunetka wyciągnęła telefon z kieszeni swoich spodni i spojrzała na wyświetlacz.
-         Cholera.- mruknęła pod nosem.
-         Coś się stało?- zapytała Courtney.
-         Za dwadzieścia minut mam pociąg. Muszę już iść.- Podeszła do lady i oddała talerz i szklankę po pepsi.
-         Może cię podwiesi, kochana.- spytała matka Lottie.
-         Naprawdę nie trzeba, pojadę taksówką.- uśmiechnęła się do kobiety.
Na pożegnanie przytuliła swoje nowe przyjaciółki, a następnie mamę Charlotte. Ubrała swoją kurtkę oraz wzięła walizkę do ręki i ruszyła w stronę drzwi.
-         Pa, zdzwonimy się jeszcze. Do widzenia.- odparła, poczym pchnęła drzwi restauracji i wyszła.
Jej ciało zetknęło się z chłodnym brytyjskim powietrzem. Weszła do pierwszej lepszej taksówki i podała adres. Gdy dojechała na miejsce zostało jej pięć minut. Poszła na peron. Przed przypadek podsłuchała, rozmowy kobiety przez telefon, która żaliła się, że ich pociąg ma małe opóźnienia i pojawi się trochę później. Rose westchnęła i usiadła na swojej walizce. Nagle uświadomiła sobie, że musi zadzwonić do swojej matki, co zrobiła i szczęśliwa opowiedziała jej o całym zdarzeniu. Po chwili pociąg wjechał na peron, a ona rozłączyła się, i weszła do środka. Poszła do przedziału, w którym usiadła przy oknie.

piątek, 14 listopada 2014

Prolog

-         Cześć, jak się masz?- zapytała Nicole Scherzinger.
-         Cześć, dobrze, dziękuję.- powiedziała dziewczyna.
-         Jak się nazywasz?
-         Nazywam się Rosalie Brooks.- Odparła lekko zdenerwowana, niewysoka brunetka o jasnej skórze i niebieskich oczach stojąca na środku sceny.  Ubrana byłą w niebieską koszulę na krótkim rękawku, spodnie i beżowe buty.
-         Ile masz lat?- Louis Walsh zadał jej pytanie.
-         Piętnaście.- powiedziała nieśmiało.
-         Piętnaście?- Louis spytał z niedowierzaniem.
-         Tak.- odparła, a po chwili szybko dodała.- ale za kilka miesięcy skończę szesnaście.- uśmiechnęła się.
-         Dlaczego tu przyszłaś, Rosalie?- mężczyzna zadał jej następne pytanie.
-         Aby spełnić swoje marzenia.
-         Skąd pochodzisz?- zagaiła Cheryl Cole.
-         Pochodzę z Middlesbrough.
-         Przyjechałaś sama czy z kimś?- Cheryl zadała jej następne pytanie.
-         Przyjechałam tu razem z moimi rodzicami, dwoma starszymi braćmi i z moją przyjaciółką.
-         Co nam zaśpiewasz?- spytał Gary Barlow
-         Zaśpiewam wam ‘If I Ain’t Got You” Alicii Keys.- Powiedziała, a na widowni rozniósł się aplauz.
-         Prosimy.- odparł spokojnie Louis.
   Rose poczuła jak jej serce zaczyna szybciej bić, a w jej gardle powstaje gula, która uniemożliwia połknięcie śliny. Ręce zaczęły się strasznie pocić. Po chwili usłyszała pierwsze takty piosenki i zaczęła śpiewać. Z jej ust wydobył się słodki oraz delikatny głos. Już po paru zaśpiewanych słowach widzowie zaczęli klaskać.
-          Ona ma piętnaście lat?- zapytała Nicole Gary’ego.
Rose uśmiechnęła się widząc jak ludzie na widowni zaczęli pomału wstawać ze swoich siedzeń i zaczęli robić falę. Uniosła rękę i zrobiła to samo. Z każdą sekundą nabierała coraz więcej pewności siebie. Zaczęła swobodnie chodzić po scenie.
Za kulisami dumna rodzina oglądała jej występ. Nim się obejrzała piosenka już się skończyła, widownia i a ludzie z widowni zaczęli klaskać w dłonie. Gary uniósł swoją prawą dłoń w geście „lubię To”
-     Kruszynko, gdzie ty to wszystko trzymasz?- Cole pierwsza przejęła głos i mówiła z uśmiechem na twarzy.- to po prostu było niesamowite. Masz piękny wokal i nie warto go marnować. To było cudowne przesłuchanie.
-         Masz wielki potencjał, Rosalie. Świetnie poradziłaś sobie z ta piosenką. Moim zdaniem świetnie pasujesz do tego programu.- Walsh dodał swoje trzy grosze, na co nastolatka głową i uśmiechnęła się.
-         Zdecydowanie masz to coś, oraz piękny, mocny głos.- wyznała Scherzinger.- z ogromną chęcią chciałabym zobaczyć cię w dalszych odcinkach.
-         Masz nadzwyczajny, wspaniały wokal. Gdy usłyszałem, że chcesz wykonać utwór Alicii bardzo się tym niepokoiłem. Bardzo miło mnie zaskoczyłaś tym co zrobiłaś z tym utworem..- powiedział z uśmiechem Gary.
-         Dziękuję.- odparła nastolatka.
-         No dobrze, teraz musimy zagłosować. Cheryl?- zapytała szatynka Nicole.
-         Jestem na tak. Byłam zachwycona.
-         Louis?
-         Jestem na tak.
-         Gary?
-         Oczywiście, że tak.
-         Cztery razy tak, przechodzisz dalej.- krzyknęła Nicole.
-         Dziękuje.- dziewczyna odparła szczęśliwa do mikrofonu. Poczuła jak po jej policzkach spływają łzy szczęścia.- bardzo wam dziękuję. – odparła jeszcze raz, poczym zbiegła ze sceny i od razu wpadła w objęcia swojej szczęśliwej rodziny.
-         Ona była dobra.- powiedział Louis.
-         Naprawdę dobra.- odparła Cheryl.
-         Ma wspaniały głos.- oznajmił Gary
-         I jak się czujesz?- spytał prowadzący program, Dermot O’leary.
-         Świetnie. Po prostu nie da się tego wyrazić słowami.- odparła uradowana.- Po prostu byłam zaskoczona.- chwyciła się za głowę.- Jestem bardzo szczęśliwa.


A więc prolog został już zaliczony :) Mam nadzieję, że wam się spodobał i czekam na szczere komentarze. To jest mój pierwszy blog i mam nadzieję, że będziecie dla mnie wyrozumiali. I to chyba wszystko. Do następnego :)